FANDOM


Będę pisał historię.Główny bohater to oczywiście Daxeen-ale 300 lat wcześniej(tak,ptaki gromu żyją w nieskończoność,póki się ich nie zabije.).Blog nazywa się "Czasy mrocznej stali",z jednego powodu:tamtymi czasy wymyślono nowy materiał,służący do wykonywania wszelkiej maści oręża.


Prolog

Dawno temu,niemal 300 lat temu,gdy byłem dopiero początkującym,głęboko pod powierzchnią ziemi znaleziono dziwny,ciemny metal,twardszy nawet od kryształów najdwardszych na świecie(a może we wrzechświecie?).Nasz pan-Dallacuarix ustalił w radzie wielu ras,iż powiernikami mrocznej stali będą ptaki gromu.Rada się nie zgodziła-ale i tak nie miała wielkiego wyboru,bo ścianę wielką,niczym największa skałą rozbiła armia smokopodobnych demonów.Jako jedyny uciekłem-dlatego to właśnie ja jestem powiernikiem.


Część 1.

Gdy stałem na ogromnym posągu przedstawiającym naszego boga-Quaravaixa,mój szósty zmysł pracował.Wiedziałem,że tej nocy kogoś spotkam.Nagle,spośród spowitego mgłą lasu wyłoniła się jakaś postać.Można było domniemywać,że to duch,mroczna zjawa z moich koszmarów...Ale nie,to była postać materialna.Łuski mi stanęły dęba.Myślałem,że umrę ze strachu.Wykreowałem w ręce ostrze z energii elektrycznej i wrzasnąłem co sił:

-Odejdź,demonie,albo giń!

Poczułem satysfakcję.Nie trwało to długo,bo postać okazała się przyjazna.

-Już się bałem.Jak cię zwą?-spytałem postaci.

-Ivest.-odrzekł wojownik.

-A z kąd jesteś?-znowu rzuciłem pytanie.

-Z daleka.Z bardzo daleka...

-Akurat wiele mi to mówi.Ja jestem Daxeen.-powiedziałem

Było wiadomo,że mam sprzymierzeńca.Razem powędrowaliśmy w stronę wschodu.


Część 2.

Gdy byliśmy w najbliższej wiosce był już prawie ranek.Brakowało nam pożywienia i wody.Co do kosztowności-miałem jedynie trzy rubiny,dwa kryształy i jeden szmaragd-niby dużo.Ale stać nas było jedynie krzesiwo-szkoda kryształów.Następnie zawędrowaliśmy na coś w rodzaju pustyni.Gdy dotarliśmy do kolejnej osady,zauważyłem Matoranina wyśmiewanego przes swoich.Podszedłem do grupy i powiedziałem:

-Dosyć tego,rozejść się.

-Bo co,staruchu?-zapytał się złośliwie jeden ze złych Matoranów.

-Zostawcie go!-krzyknąłem,waląc z całej siły naładowaną piorunami ręką w podłoże.Wszyscy stali przerażeni.

-Zmywamy się!-krzyknął przerażony sprawca cierpień młodego Matoranina.

Szedliśmy z Matoranem przez dżunglę.

-Jak cię zwą?Ja jestem Daxeen.-powiedziałem do Matoranina.

-Larkanni.

-Ładne imię.-ciągnąłem.

-Dzięki.Po smoczym języku znaczy "kieł".

-Nieźle!A gdzię się nauczyłeś tego języka?-zapytałem.

-Wiesz,znaleziono mnie na Smoczej Wyspie.Ponoć leżałem przygnieciony gruzami.


Część 3.

Tak mijały dni.Nie wiem jak,ale znalazłem się w jakiejś świątyni z żelaza,ale z takiego ciemnego...Coś mnie trzasnęło.Gdy się obróciłem, znowu mnie trzasnęło.Tam,na końcu korytarza,ciemnego niczym noc,znajdowało się bowiem przejście...

-Wejść czy nie wejść?-powtarzałem w myślach raz po raz.W końcu się przełamałem i wszedłem.Za pierwszym krokiem zapadłem się na dziwaczny,metalowy stok.Na końcu tego że ślizgiego stogu była ciemność.Wtopiłem się w nią jak w wodę.Zemdlałem.Gdy się obudziłem,zaczął latać na de mną...smok.Tak, smok.Rozpętała się wojna między mną,a tym stworzeniem.Gdy skonczylśmy,zasapani powiedzieliśmy w tym samym czasie:

-Mam dość!

Wstałem,podszedłem do postaci i powiedziałem:

-Ech...wyglądasz na silnego wojownika.A tak w ogóle to jestem Daxeen.A jak ciebie zwą?

-Jestem Power Dragon.Ta świątynia mnie uwięziła.Musimy znaleźć drogę wyjścia.

Następnie dotarliśmy do dziwnego słupa,a był na nim narysowany okrąg.Gdy przed nim stanąłem,koło zamieniło się w oko.

-Kto ośmiela się zakłucać spokój mej świątyni!?-zawołał wzburzonym głosem słup.

-Jestem Daxeen.A to jest Power Dragon.-rzekłem.

-Nie obchodzą mnie wasze imiona!-wrzasnął słup.-Jesteście złodziejami.Chcieliście ukraść Maskę Starożytnych.

Zatkało mnie.

-Maska Starożytnych?Jeśli taki jesteś mądry,że osądzasz samego Power Dragona,chętnię wezmę to maskę!-powiedział zdecydowanie Power Dragon.Następnie dostrzegłem w oddali przykutą do kolumny postać.Oko po chwili wykreowało jakimś niby laserem wojownika z szablami zamiast dłoni.Powalił nas jednym uderzeniem i postrzępił mi skrzydła.Nie mogłem latać.Ostatkiem sił strzeliłem piorunem w kolumnę z postacią,który się zawalił,przygniatając jednocześnie stwora.Był martwy.Słup zaniemówił,a Power Dragon go kopnął,rozsypując.Uwolniony wojownik rzekł:

-Dzięki.Jestem Kubix.

-Jestem...

-Wiem kim jesteś,Daxeenie i ty,Power Dragonie.

Przed nami pojawiły się schody.Wbiegliśmy po nich,a tam w świecącym promieniu lewitowała maska.Gdy we trzech ją złapaliśmy,przeteleportowaliśmy się do jakiejś dżungli,gdzie obok nas stał Ivest.

-Gdzieś ty był?A nieważne.I widzę,że masz kumpli.

Uśmiechnąłem się.


Część 4.

-Gdzie jest Larkanni?-zapytałem się Ivesta.

-Zniknął.-odpowiedział Toa.

Rozsuwając krzaki dostrzegłem gigantyczną więżę.Cała grupa pobiegła co tchu w jej stronę.Tam,u bram wieży stał Larkanni.Weszliśmy po schodach,a tam-niezliczone ilości mroczno-stalowych demonów.Przebiliśmy się,a na szczycie stała zjawa.

-A cóż to?-rzekła.-Czyżby to był nasz malutki powiernik?

-Nie liczy się wygląd-rzekłem.-lecz dusza.Tej części nie możesz zniszczyć.

Demon,wyraźnie zdenerwowany,nacierał w nieskończoność.Leżeliśmy osłabieni.Gdy stwór miał zadać ostatni cios,Pojawił się Larkanni i cisnął w głowę stwora kamykiem.To był słaby punkt.Okrzyknięto go bohaterem,a wieża się zawaliła.Zeskoczyliśmy i powędrowaliśmy w stronę zachodu.


Zakończenie

Leżałem na piasku,na plaży w Ga-Koro.Podeszła do mnie Turaga Nokama.

-Daxeenie,czy dobrze się czujesz?-zapytała.-Bo kto wie,co przyniesie jutro...

-Ja już wiem,co przyniesie jutro...-rzekłem.Na niebie bowiem była konstelacja Kanohi Pakari.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.