FANDOM

Ten, co tworzy
Rahkshi rock
Użytkownicy
Ranga Użytkownik
Pseudonimy Architekt, Pan Rahkshi
Praca/Zadanie na wiki Zwalczanie spamu i uzupełnianie braków
Status żyje, aktywny
Skąd Gdynia
Wiek A może popcorn do tego?!
Ulubiona postać Lhikan, wszelkie Rahkshi


- Opowiedz mi o tym wypadku...

- ?

- No nie mów mi, że z taką gębą się urodziłeś!

Ja do kolegi w odpowiedzi na wyzwiska.


Witam wszystkich. Jestem tym, co tworzy, ale nazywajcie mnie Architektem lub Panem Rahkshi. Stworzyłem swój nick na innej, własnej stronie, HeroSage Wiki, gdzie jestem twórcą i adminem. Ale nudziłem się i postanowiłem dołączyć do innych społeczności. Prawdę powiedziawszy, nie wiem, czy na coś wam się przydam, ale w razie czego jestem do usług. Za pozwoleniem waszych adminów, będę edytował nowe strony, uzupełniam braki i naprawiał błędy w gotowych stronkach. Ale najpierw proszę o pozwolenie - nie jestem przecież jakimś samozwańczym n00bem!


Kolegium

Wpisujcie się!






Mój awatar w świecie Bionicle

Jest to ulepszony Rahkshi Cienia(wygląd na razie taki jak na zdjęciu wyżej). Zwie się Rahkshiin - stworzony przez Teridaxa prototyp nowej rasy rozumnej. Został podarowany w prezencie Mrocznym Łowcom jako nowy rekrut. Starał się wykonywać tylko misje związane z likwidacją poszczególnych istot, ale TSO wyuczył go bycia wybrednym. Po Wielkiej Wojnie Domowej Matoran Zakon Mata Nui go schwytał i zesłał do Otchłani jako zakładnika. Po Wielkim Kataklizmie zdołał się wydostać z celi. Udało mu się zabić samca alfa Zyglaków, przez co stał się ich nowym wodzem. Jako jeden z nielicznych nie-Zyglaków rozumie ich język.

Rahkshiin po mutacji przypomina skrzyżowanie Zyglaka z Rahkshi. Efektem mutacji jest też otwarte trzecie oko na środku głowy, ale nie ma większego znaczenia. Jako ulepszony Rahkshi Cienia może miotać pociskami cienistej energii, teleportować się przez Wymiar Cienia i, jako boss Zyglaków, może odpierać psionicznie ataki elementarne i przywołać oddział Zyglaków. Co ciekawe, jego gadzi łeb podobny do Rahkshi to maska - Kanohi Raptor, Maska Kradzieży - pozwala ona na tymczasową kradzież mocy wroga i wykorzystaniem jej do własnych celów - dotyczy to zarówno mocy żywiołu, jak i masek. Obecnie szuka razem z armią Zyglaków artefaktów, które mu dadzą boski majestat i potęgę. Jegą bronią jest Katana Cieni i dwa dodatkowe pulsatory energetyczne, podtrzymywane przez parę mniejszych łap(kolejna mutacja).


Siła: 18
 
Zwinność: 19
 
Wytrzymałość: 17
 
Inteligencja: 20
 


Podpis

Rahkshiin



Opowiadania

Tu umieszczam swe FF'y. Zazwyczaj nie dotyczą wydarzeń chronologicznych Bionicle, ale akcja ich dzieje się w tym samym czasie.


Ideał Mrocznego Łowcy

Rozdział I

Wyspa Ondina - potężna siedziba Mrocznych Łowców. Tutaj są rekrutowani nowi najemnicy i zabójcy, tu są zlecane im misje i tu kończą, jeśli zawiodą. A wierzcie mi, wielu już skończyło marnie za murami tej straszliwej fortecy.

Lance właśnie odebrał nagrodę od swego zleceniodawcy. TSO go wielce cenił za efektywność i lojalność, a także za bezlitosność. Lance był niegdyś Toa Powietrza - teraz należy do kasty zabójców, a swe moce wykorzystuje do potajemnego mordowania celu. Potrafił idealnie się wtopić w tłum, jako że zaginął jeszcze w czasie Wielkiej Wojny Domowej Matoran, zatem nikt go nie pamięta.

Lance szedł korytarzem po twierdzy, prosto do kwater Mrocznych Łowców. Po drodzę zagadał go Sepronus - wierny służący Mrocznego Łowcy, choć sam miał niedługo zostać awansowany. Był on niegdyś kontruktorem z Po-Metru - teraz, po tym, jak był królikiem doświadczalnym jeszcze w Bractwie Makuty - zmienił się w humanoidalną, szponiastą szkaradę o złoto-czarnym pancerzu i czerwonych ślepiach, których blask wydobywał się z otworów w mascę o kształcie łba Rahkshi. Został dawno temu podarowany Mrocznym Łowcom przez Bractwo, a następnie podarowany Lance'owi jako sługa i giermek. Jego zajęciem było dbanie o sprzęt i uzbrojenie Łowcy, a także przygotowywanie trucizn wszelkiego typu - Sepronus, jako że był sadystą, uwielbiał przyrządać trucizny zadawające cierpienie.

Lance zdjął kaptur - ukazała się jadowicie zielona Kanohi Huna - idealna podczas zleceń skrytobójcy. U boku mu wisiało Półksiężycowe Ostrze zwane Felnas Razor - każde udane cięcie powodowało zakłócenie mocy wroga. Spojrzawszy na Sepronusa, Lance powiedział:

- I kolejne zlecenie wykonane pomyślnie. Ten Toa nie był żadnym wyzwaniem.

- Wiem, panie - odpowiedział Sepronus podstępnym, jadowitym głosem - Jesteś najlepszym zabójcą świata, nawet Lariska ci nie dorównuje!

Tu Lance spojrzał na niego krzywo - był co prawda dumnym zabójcą, ale potrafił okazywać szacunek niektórym Łowcom. Lariska właśnie do tych osób należała, i - co ciekawe - potajemnie ją kochał, czego nie wiedział nawet Sepronus. Myślał o Larisce dość często, ale taka miłość pomiędzy Mrocznymi Łowcami mogłaby się skończyć marnie dla obu kochanków. Dlatego nie okazywał swych uczuć Larisce nawet potajemnie.

Wtem Lance odwrócił wzrok i rzekł:

- Masz słuszność, w swym fachu jestem najlepszy. A właśnie, czy nie masz żadnych nowych ofert od naszych klientów?

- Jest jedna, ale zanim ci ją podam, panie, chcę ci coś powiedzieć - otóż niedawno się pojawił nowy Mroczny Łowca, który rzucił ci wyzwanie!

Tu Lance gwałtownie się do niego odwrócił. Który łajdak jest na tyle śmiały, by mi rzucać wyzwanie?! - pomyślał.

- Zabija naszych zleceniodawców dla innych i idzie mu niepokojąco dobrze. Jego pseudonim brzmi Phyton - kontynuował Sepronus - Już podjął się ostatniego zlecenia!

- Co to za zlecenie?

- Zabójstwo Khaena ze Steltu

Tu Lance niemal zamarł. Khaen był jednym z najbogatszych magnatów handlujących protodermis. To wielka szycha i gruba ryba, wiele zadawał się z półświatkiem. Miał wielu wrogów, ale do tej pory każdy skrytobójca na niego zesłany był zabijany i następnego dnia wisiał na łańcuchach jako ostrzerzenie dla pozostałych. Zabicie go da zabójcy światową sławę i reputację najstraszliwszego zabójcy świata.

- Powiedz zleceniodawcowi, że przyjmuję ofertę.


Rozdział II

Metru Nui. Młody Le-Matoranin przedzierał się przez tłum. Śpieszył się tak bardzo, jak może - informacje, które zdobył, będą dla Łowcy ważne. Szybko przedarł się przez tłum i wbiegł w jedną z mniejszych uliczek.

Wtem coś go przyciągneło do ślepego zaułka. To był Lance - w jego zielonych oczach widać było żądzę informacji.

- Czego się dowiedziałeś?! Gadaj!

Przerażony Matoranin jękliwym głosem zaczął gadać:

- Khaen powrócił z karawaną na Stelt. Jest w swojej osobistej rezydencji!

- A Phyton?! Czego się dowiedziałeś?!

- Niczego, Łowco!

Te słowa, mimo że wypowiedziane były jękliwym głosem, brzmiały dla Lance'a jak obelga.

- Jak to NICZEGO?! Wiesz, co to oznacza, Matoraninie!

- Nie zabijaj mnie! - Matoranin ze strachu zaczął płakać - Nic o tym nie mówią! Błagam, mam rodzinę do wyżywienia!

Tu Lance zamilknął na chwilę, po czym zwolnił uścisk. Przyciśnięty do ściany Matoranin opadł na ziemię. Lance stwierdził:

- Jesteś żałosny.

Tu Matoranin odważył się na niego spojrzeć. Wzrokiem mu dziękował za litość.

Ten wysunął w jego kierunku ostrze i ostrzegł:

- I ani słowa. Jak nie będziesz milczał, zamilkniesz na wieki.

I zniknął równie szybko, jak się pojawił.


Rozdział III

Dwa księżyce spoglądały nad uśpionym Steltem. Rezydencja Khaena była masywnym dworem szlacheckim, z murami, ogrodami i fontannami. Lance, zamaskowany mocą maski Huna, skradał się na murach dworu.

Już miał nadzieje dotrzeć do okna bez alarmu, gdy nagle steltowe Burnaki go wywąchały i ujadając skoczyły ku Lance'owi. Ten szybkim ruchem rzucił w każdego po jednej rzutce. Oba potwory uśpione padły na ziemię.

Lance otworzył okno i wszedł do środka. Korytarze były zdobione obrazami i freskami, a na podłodze leżał dywan ze skór Kikanalo. Ku zdziwieniu Lance'a, nie było nigdzie straży.

Wtedy usłyszał łomot i zobaczył chwiejącego się steltiana - to był Khaen. Khaen był znanym ulubieńcem alkoholu i używek, co tłumaczy jego obecny stan. Chwiejnym krokiem dochodził do swej komnaty.

Niewidzialny Lance po cichu załadował niewielki miotacz skrytobójcy, strzelający wiązkami energii. Zaczął namierzać swój cel. Wystarczył jeden strzał z takiej broni, by powalić Kane-Ra. Wystrzelił. W tej samej sekundzie Khaen potknął się o próg i cudem uniknął trafienia.

Lance o mało co nie wydał okrzyku zdziwienia - poraz pierwszy w swej krwawej karierze snajperskiej CHYBIŁ! I to podczas zlecenia na chwiejącą się pijaczynę ze Steltu!

Dlatego odrzucił miotacz i podkradł się do Khaena. Przyłożył mu ostrze do gardła, gdy nagle mu się wymsknęło:

- Mam cię

Reakcja Khaena była oczywista - z szoku przewrócił się. Trochę popatrzył w milczeniu na Lance'a, po czym wstał(ku zdziwieniu Łowcy całkiem trzeźwo), uśmiechnął się i powiedział:

- Witam uprzejmego pana zabójcę. Jednak, po 16 latach zamachów komuś się udało mnie pokonać. Gratulacje!

Po czym sięgnął po kielich, nalał do niego trunku i podał Lance'owi. Napełnił też kielich dla siebie.

- Wypijmy, przyjacielu, za twój sukces!

I wypił swój kielich.

Lance znał takie sztuczki - zapewne w kielichu jest trucizna. Odrzucił kielich, którego zawartość wylała się na podłogę i rzekł:

- Nie nabierzesz mnie na ten tani numer. Przygotuj się na...

Nie dokończył, bo nagle ostrze mu wypadło z ręki, a on sam opadł na kolana. Czuł, jakby jego trzewia trawił ogień, mimo że nie wypił trunku! Umierał.

Zaś Khaen ze steltiana przetransformował się w tajemniczego wojownika o wężowej postaci.

- Pozwól, że się przedstawię. Mów mi Phyton. Tak, to ja, twój znienawidzony konkurent. Sprytnie mnie podszedłeś, ale ja byłem szybszy i sprytniejszy - z łatwością zabiłem tego steltiana Khaena i dzięki mej mocy przybrałem jego formę i zająłem jego miejsce. Sprytne, nie?

Lance nie mógł uwierzyć w to, że dał się nabrać innemu Mrocznemu Łowcy.

- A ten twój ból - to specjalna trucizna, której chmurę rozpuściłem po całej rezydencji. Ponadto, antidotum do tego jadu znajdowało się właśnie w tych kielichach! Ja swój wypiłem, ale ty - skazałeś siebie na śmierć w straszliwych męczarniach.

- Ty... draniu!

- Na tym polega życie, Lance. Na ciągłych zasadzkach i taktykach. Dzięki mojej taktyce udało mi się udowodnić, jaki jesteś żałosny. Teraz ja jestem najlepszym zabójcą świata.

Już zaczął odchodzić, gdy nagle kontynuował:

- Spokojnie - za jakąś minutę umrzesz. Nie martw się, Lariska nie będzie za tobą zrospaczać - w końcu nic nie wie o twych uczuciach.

Lance czuł, jak jego umierające ciało opanowuje chęć mordu. Nigdy nie znosił telepatów, ale tacy jak Phyton normalnie by zostali przez niego poćwiartowani.

Gdy Lance'owi wzrok zanikał, Phyton, spojrzawszy na niego kątem oka, dodał:

- I dzięki, że nie zabiłeś Burnaków!

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.